Jailbird z Browaru The Garage Monks
Styl: IPA / Citrus IPA
Ekstrakt: 14 % wag.
Alkohol: 6,2 % obj.
Goryczka: ? IBU (własna skala browaru: 3,5 na 6 chmielowych szyszek)
Warka ważna do 15.06.2019.
Bez pianki ze skromną zawiesinką w stylu rozpuszczalnej herbaty w granulkach.
Aromat pod średnio intensywny. Przyjemny. Trochę multiwitaminy, w której lekko wyróżniają się pomarańcza, mango i brzoskwa. Choć innych owoców też jest sporo. W tle wytrawność, taka lekko wytrawno-winogronowa.
Kolor brudny ciemnopomarańczowy. Na dnie butki znajduje się około 7 mm osad, który wygląda jak biała maź ze smugami ciągnących się długich wici budyniowych tańczących niczym zbiór mini tornad. Więc sam musisz zadecydować jak piwo będzie wyglądało i smakowało, zależnie od tego czy wlejesz je całe, czy też ostrożnie przelejesz je bez ostatniego centymetra.
Ja tam zaryzykowałem i przelałem niemal całe, poza ostatnimi 2 mm, i moje piwo w szklance wyglądało jak zainfekowane małymi drobinkami. Pod światło kolor piwa idzie w stronę pomarańczowego, i wtedy też dokładnie widać wspomniane wyżej paprochy, jako czarne plamki na tle świecącego piwo-słońca.
W smaku spoko.
Intensywność smaków bliżej średniej niż niskiej.
Głównie fajny chmiel i owoco-cytrusy z cukrem pudrem.
Goryczka grejpfruta, taka pod średnią, fajna w odbiorze, krótka.
Jest spora wytrawność. Przez pierwszą ⅓ smakowało jak połączenie New England i Brut IPA.
Średnie ciało. Wszystkie pływające paprochy czuć na języku, na ustach i pod zębami. To ostatnie akuratnie jak piasek w zębach po uderzeniu twarzą w dno morza czy tam innego jeziora albo rzeki. Ten piach to poważna sprawa, pijąc ostatnie łuczki osiadają na gardle i drażnią mocno sprawiając odczucie dławienia się.
Super nachmielone beki.
Mały lacing.
Pozytywne chmielowe IPA.
Piwo na plus.
Koszt: 8,90 golda – butelka 500 ml bezzwrotna.



